Kino kobiet w marcu

Marcowe Kino Kobiet miało bardzo przyjemną atmosferę, bo jak zwykle jeszcze przed seansem w holu zebrało się sporo pań, które przyszły nie tylko na film, ale też na małe wydarzenia towarzyszące. Jak co miesiąc również tam byłam i ustawiłam się z analizatorem medycznym do badania składu ciała, więc zanim zaczęła się projekcja, można było podejść, …

Aleksandra Poręba

Dietetyk i psychodietetyk, wspierająca zdrowe nawyki w realnym życiu.

Udostępnij wpis:

Marcowe Kino Kobiet miało bardzo przyjemną atmosferę, bo jak zwykle jeszcze przed seansem w holu zebrało się sporo pań, które przyszły nie tylko na film, ale też na małe wydarzenia towarzyszące. Jak co miesiąc również tam byłam i ustawiłam się z analizatorem medycznym do badania składu ciała, więc zanim zaczęła się projekcja, można było podejść, zrobić szybki pomiar i z ciekawości sprawdzić, co dzieje się w organizmie.

Zawsze powtarzam, że takie badanie nie zastępuje diagnostyki lekarskiej, ale potrafi być bardzo dobrą wskazówką, bo czasem pokazuje coś, na co wcześniej w ogóle nie zwracaliśmy uwagi.

Przypadkowe badanie mówi coś ważnego

Co ciekawe, większość pań, które podeszły do analizy, była naprawdę szczupła, więc wyniki ogólnie wyglądały bardzo dobrze – poziom tkanki tłuszczowej w normie, nawodnienie w porządku, masa mięśniowa była trochę niska, ale wciąż w normie.

Jedne z pierwszych osób były dwie panie, które postanowiły zrobić pomiar razem. Wyniki były całkiem dobre, ale zwróciłam uwagę na jedną rzecz – u jednej z pań pojawiła się nieco zaniżona masa kości. Nie był to dramatyczny wynik, ale na tyle zauważalny, że powiedziałam wprost, że warto się tym zainteresować.

Czasami takie odchylenie nie oznacza nic poważnego, bo może wynikać chociażby z budowy ciała, diety czy niskiej masy ciała. Z drugiej strony zdarza się, że jest to sygnał, żeby przyjrzeć się zdrowiu kości trochę dokładniej, bo w niektórych przypadkach może to być wczesny sygnał osteopenii albo osteoporozy.

Dlatego zasugerowałam, żeby potraktować to po prostu jako informację i ewentualnie skonsultować się z lekarzem, jeśli pojawią się jakieś wątpliwości.

Po chwili do analizy podeszła pani spokrewniona z poprzednią i… wynik był bardzo podobny. Również obniżona masa kości. Podczas krótkiej rozmowy wyszło, że pani ma już zdiagnozowaną osteoporozę oraz stwardnienie rozsiane, więc w jej przypadku wynik miał swoje medyczne uzasadnienie.

To był bardzo dobry przykład tego, że nawet proste badanie wykonane trochę z ciekawości potrafi zwrócić uwagę na coś, o czym wcześniej w ogóle nie myśleliśmy. Oczywiście analizator składu ciała nie jest narzędziem diagnostycznym, ale potrafi być świetnym sygnałem ostrzegawczym.

Zazwyczaj taki drobny impuls wystarczy, żeby ktoś pomyślał: „może warto to sprawdzić dokładniej”.

Przedpremierowy pokaz

Po badaniach i rozmowach przyszedł czas na główną część wieczoru, czyli film. Tym razem organizatorzy przygotowali niespodziankę, ponieważ wyświetlany był seans miesiąc przed oficjalną premierą.

Na ekranie pojawił się film „Przepis na zbrodnię”. To produkcja, którą można określić jako lekką historię z nutą kryminału i sporą dawką humoru. Fabuła płynie spokojnie, pojawiają się komediowe sytuacje, a realizm bywa momentami mocno umowny.

Nie jest to kino, które zmusza do analizowania każdej sceny, raczej film do obejrzenia z uśmiechem i bez większego wysiłku. Taki seans sprawdza się świetnie po długim dniu, kiedy głowa potrzebuje chwili odpoczynku.

Takie wydarzenia lubię najbardziej, bo łączą przyjemne z pożytecznym. Z jednej strony jest spotkanie, rozmowy i film, z drugiej strony pojawia się moment, żeby na chwilę zatrzymać się przy własnym zdrowiu i sprawdzić coś, na co na co dzień często nie ma czasu.

Marcowe spotkanie pokazało, że nawet krótka analiza wykonana w kinowym holu potrafi dać bardzo ciekawą informację o organizmie i zwrócić uwagę na rzeczy, o których wcześniej nikt nie myślał.