Koszyk
No products in the cart.

Umów się na spotkanie

Twoje życie czeka. Szybka i długotrwała ulga jest blisko.

Umów się na spotkanie

Twoje życie czeka. Szybka i długotrwała ulga jest blisko.

Uzależnienie od jedzenia – mit czy rzeczywistość? 

Czy naprawdę można „uzależnić się” od jedzenia? A może to tylko mit powtarzany w mediach i rozmowach przy kawie? Jeśli zdarza Ci się sięgać po słodycze, gdy jesteś zestresowana, zmęczona albo smutna, ten temat może dotyczyć również Ciebie. W tym artykule sprawdzimy, czym różni się uzależnienie od kompulsywnego jedzenia, jak działa układ nagrody w mózgu …

Aleksandra Poręba

Dietetyk i psychodietetyk, wspierająca zdrowe nawyki w realnym życiu.

Udostępnij wpis:
Spis treści

W ostatnich latach coraz częściej słyszymy o „uzależnieniu od jedzenia”. To hasło pojawia się w mediach, w rozmowach ze znajomymi i w historiach osób, które mówią, że nie potrafią się oderwać od słodyczy czy fast foodów. Z jednej strony łatwo zrozumieć, skąd bierze się takie określenie – jedzenie daje ulgę, poprawia nastrój i trudno z niego zrezygnować, szczególnie gdy staje się sposobem na radzenie sobie ze stresem. Z drugiej strony nauka pokazuje, że sprawa jest bardziej złożona. W literaturze psychodietetycznej częściej mówimy o kompulsjach, nawykach i mechanizmach regulacji emocji niż o klasycznym uzależnieniu. To właśnie dlatego część specjalistów woli określenia takie jak kompulsywne objadanie, a nie nałóg jedzenia.

To, co warto wiedzieć na początek, to fakt, że jedzenie różni się od substancji takich jak alkohol czy narkotyki – nie możemy go odstawić na zawsze. Dlatego mówienie o „leczeniu uzależnienia od jedzenia” wymaga dużej ostrożności. Jednocześnie istnieją źródła wskazujące, że zachowania przypominające uzależnienie faktycznie występują i mogą mocno obciążać psychikę – a w języku potocznym często określane są właśnie jako nałóg jedzenia. W tym artykule przyjrzymy się bliżej, czym naprawdę różni się uzależnienie od kompulsji, jak działa nasz mózg, gdy sięgamy po jedzenie i jakie formy pomocy są skuteczne.

Czym różni się uzależnienie od kompulsji?

Na pierwszy rzut oka pojęcia „uzależnienie od jedzenia” i „kompulsja jedzeniowa” mogą brzmieć podobnie, ale w rzeczywistości opisują różne mechanizmy. Klasyczne uzależnienie, takie jak od alkoholu czy narkotyków, opiera się na kryteriach diagnostycznych: rozwija się tolerancja (trzeba coraz więcej substancji, by osiągnąć efekt), pojawiają się objawy odstawienia oraz silny przymus sięgania po substancję mimo negatywnych konsekwencji. W przypadku jedzenia obraz wygląda inaczej – nie obserwujemy typowych objawów odstawiennych, a trudność polega raczej na kompulsji, czyli powtarzalnym, trudnym do zatrzymania zachowaniu.

Kompulsja jedzeniowa to najczęściej reakcja na emocje, stres lub napięcie. Zamiast sięgać po inne strategie radzenia sobie, osoba „ucieka” w jedzenie, co chwilowo daje ulgę, a potem wywołuje poczucie winy i wstydu. To mechanizm błędnego koła – im więcej napięcia, tym silniejsza potrzeba jedzenia, a im częściej pojawia się poczucie porażki, tym bardziej rośnie frustracja.

Warto też pamiętać, że jedzenia nie da się całkowicie odstawić jak alkoholu czy narkotyków – musimy jeść, żeby żyć. Dlatego praca z kompulsją nie polega na eliminacji jedzenia, tylko na odzyskiwaniu elastyczności i budowaniu nowych sposobów reagowania na emocje. To sprawia, że proces wychodzenia z problemów związanych z jedzeniem ma swoją specyfikę, ale też daje realną szansę na zmianę.

Rola dopaminy i nagrody

Wyobraź sobie, że Twój mózg ma wbudowany system nagród, coś w rodzaju prywatnego „centrum przyjemności”. Kiedy zjadasz kawałek czekolady albo chrupiące frytki, układ nagrody uruchamia wyrzut dopaminy – neuroprzekaźnika, który sprawia, że czujesz błyskawiczne zadowolenie. To działa podobnie jak w przypadku innych przyjemnych doświadczeń: obejrzenie ulubionego serialu, trening czy rozmowa z bliską osobą też pobudzają dopaminę. Nic więc dziwnego, że coraz częściej mówi się o związku jedzenia z dopaminą.

Jedzenie wysokoprzetworzone, pełne cukru i tłuszczu, jest tu szczególnie „sprytne” – daje szybki, intensywny sygnał nagrody. Dlatego tak łatwo sięgnąć po batonika zamiast jabłka, zwłaszcza gdy jesteś zmęczona albo zestresowana. Ale uwaga: sama aktywacja układu nagrody nie oznacza jeszcze uzależnienia. To naturalny mechanizm, dzięki któremu ludzie od zawsze poszukiwali jedzenia potrzebnego do przetrwania.

Problem zaczyna się wtedy, gdy jedzenie staje się jedynym sposobem na poprawę nastroju. Jeśli po ciężkim dniu w pracy od razu kierujesz się do lodówki, zamiast na spacer czy po telefon do przyjaciółki, to znak, że układ nagrody został zawężony do jedzenia. Wtedy zamiast jednego z wielu źródeł przyjemności, staje się ono centralnym narzędziem regulowania emocji.

Można to porównać do playlisty, na której został tylko jeden utwór. Słuchasz go w kółko, bo daje Ci natychmiastowy efekt, ale z czasem zaczyna nużyć i nie rozwiązuje problemu ciszy w tle. Podobnie działa nadmierne opieranie się na jedzeniu jako głównym źródle dopaminy – daje chwilową ulgę, ale nie przynosi trwałego spokoju.

Czy można się wyleczyć?

To pytanie pojawia się bardzo często i nic dziwnego – wiele osób marzy o tym, żeby raz na zawsze „odciąć” się od problemu z jedzeniem. W przypadku alkoholu czy narkotyków leczenie polega na pełnym odstawieniu substancji. Ale z jedzeniem jest inaczej – nie możemy przestać jeść, dlatego nie mówimy tu o typowym „wyleczeniu”, tylko o odbudowaniu zdrowej relacji.

To proces, w którym uczysz się na nowo zauważać sygnały głodu i sytości, odzyskujesz elastyczność i rozwijasz inne sposoby radzenia sobie z emocjami. Wyobraź sobie, że do tej pory jedzenie było Twoim jedynym narzędziem w skrzynce – sięgałaś po nie niezależnie od sytuacji. Praca nad sobą polega na tym, żeby dodać nowe „narzędzia”: rozmowę, ruch, relaks, czas dla siebie. Wtedy jedzenie przestaje być jedyną odpowiedzią.

Badania pokazują, że podejścia oparte na terapii poznawczo-behawioralnej (CBT) oraz psychodietetyce są w tym procesie szczególnie skuteczne. To nie dzieje się z dnia na dzień – ale wiele osób potwierdza, że można osiągnąć moment, w którym jedzenie znowu staje się czymś normalnym, a nie źródłem walki i poczucia winy. I właśnie to rozumiemy przez „wyleczenie” – odzyskanie spokoju i wolności przy stole.

Jakie formy pomocy są skuteczne?

Najważniejsze, co warto podkreślić, to że nikt nie musi radzić sobie z problemem jedzenia sam. Skuteczne podejście zwykle łączy kilka elementów, a nie opiera się na jednej „złotej metodzie”.

Psychoterapia, szczególnie w nurcie poznawczo-behawioralnym (CBT), uczy jak zauważać schematy myślenia i zmieniać je na bardziej wspierające. Dzięki temu krok po kroku odzyskujesz poczucie kontroli i uczysz się innych sposobów reagowania na stres. Ważnym wsparciem jest też praca z psychodietetykiem, który nie tylko pomaga poukładać nawyki żywieniowe, ale też daje narzędzia do lepszego radzenia sobie z emocjami.

W praktyce świetnie sprawdzają się proste techniki: model ABC Alberta Ellisa, dialog motywujący czy prowadzenie dzienniczków emocji i jedzenia. To narzędzia, które pozwalają szybko dostrzec powtarzające się schematy i znaleźć moment, w którym można zareagować inaczej. Dla wielu osób ważnym elementem okazują się także grupy wsparcia – świadomość, że inni mierzą się z podobnymi trudnościami, daje ogromną ulgę.

Coraz częściej w procesie zdrowienia wprowadza się też elementy intuicyjnego jedzenia. To podejście uczy, że żaden produkt nie jest z definicji „zły” czy „zakazany”, a kluczem jest wsłuchiwanie się w sygnały własnego ciała. Dzięki temu jedzenie przestaje być ciągłą walką, a zaczyna być źródłem energii i normalną częścią życia.

Choć droga do zmiany bywa wymagająca, daje realne efekty. Wiele osób podkreśla, że dzięki odpowiedniemu wsparciu odzyskały wolność i spokój przy jedzeniu – a to najlepszy dowód, że warto szukać pomocy.