Jakiś czas temu wzięłam udział w wydarzeniu, które na pierwszy rzut oka mogło wydawać się dość nieoczywiste. Wydarzenie odbywało się w Starym Młynie, przestrzeni znanej głównie z organizacji wesel, a całość była częścią targów ślubnych. Przyznam, że zanim tam pojechałam, miałam w głowie pytanie: czy to faktycznie jest miejsce dla mnie i mojej pracy? Ciekawość …
Jakiś czas temu wzięłam udział w wydarzeniu, które na pierwszy rzut oka mogło wydawać się dość nieoczywiste. Wydarzenie odbywało się w Starym Młynie, przestrzeni znanej głównie z organizacji wesel, a całość była częścią targów ślubnych. Przyznam, że zanim tam pojechałam, miałam w głowie pytanie: czy to faktycznie jest miejsce dla mnie i mojej pracy? Ciekawość jednak wygrała, a oczekiwania były proste – szczere rozmowy, kontakt z ludźmi i możliwość pokazania, że zdrowe nawyki mają sens także poza gabinetem.
Z perspektywy uczestniczki to wydarzenie zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie. Początkowo również ze strony organizatorów pojawiła się konsternacja, dlaczego stoisko związane ze zdrowiem i dietetyką miałoby pojawić się na targach ślubnych. Wystarczyła jednak chwila rozmowy, żeby to się poukładało. Pary przygotowujące się do ślubu nie myślą wyłącznie o wystroju sali czy dekoracjach. Coraz częściej chcą też dobrze czuć się w swoim ciele, mieć więcej energii, poprawić stan skóry albo po prostu spokojnie zmieścić się w wymarzonej sukni czy garniturze. W tym kontekście nasze usługi okazały się bardzo naturalnym uzupełnieniem całej idei wydarzenia.
Na miejscu obecnych było wielu partnerów, a ja działałam pod wspólną marką, z którą wciąż bywam kojarzona przy okazji części projektów. To jeden z tych momentów przejściowych, niezbędnych do rozwoju. Dla uczestników wydarzenia najważniejsze było jednak to, co realnie mogli wynieść ze spotkania.
Przy naszym stoisku można było porozmawiać. Stary Młyn dawał trochę wytchnienia od hałasu, dzięki czemu rozmowy były konkretne i bez pośpiechu. Opowiadałyśmy o prowadzeniu zdrowych nawyków przed ślubem, o pracy nad trądzikiem we współpracy z kosmetologiem, o redukcji masy ciała, ale też o rzeczach mniej oczywistych, jak poprawa samopoczucia czy większa swoboda podczas całonocnej zabawy. Dla najbardziej zdecydowanych przewidywane były rabaty.
Z małych smaczków, które bardzo lubię, pojawiły się ślubne naklejki, które sama zaprojektowałam. Można było je zabrać jako drobny upominek, dodatek do księgi gości albo pamiątkę z wydarzenia. Na tę okazję przygotowałam też winietkę z nazwą marki, posrebrzaną i delikatnie błyszczącą. Lubię takie detale, bo często to one budują pierwsze wrażenie i pokazują, że ktoś włożył w projekt serce, a nie tylko „odhaczył obecność”. Zwłaszcza, że kreatywność to moje drugie imię.
Całe wydarzenie miało bardzo przyjemną energię, ale momentem, który szczególnie mnie urzekł, był występ kwartetu Rosa. Dziewczyny stworzyły klimat, który idealnie pasował do miejsca i charakteru targów. Dodatkowym atutem była możliwość połączenia naszych usług z karnetem na siłownię, ponieważ przy stoisku obecna była także zaprzyjaźniona reprezentacja siłowni. To fajny przykład tego, jak różne obszary mogą się uzupełniać, zamiast ze sobą konkurować.
Wracając z tego dnia, utwierdziłam się w przekonaniu, że dietetyka i praca nad zdrowiem coraz rzadziej zamykają się w schemacie „jadłospis i kontrola”. Coraz częściej są częścią większej zmiany stylu życia, konkretnego celu i ważnych momentów, takich jak ślub. To też kierunek, w którym chcę dalej rozwijać swoją markę osobistą, bardziej elastycznie, bliżej realnych potrzeb.
Dziękuję organizatorom za zaproszenie i otwartość na niestandardowe pomysły. Takie wydarzenia pokazują, że warto rozmawiać i szukać sensu tam, gdzie na początku go nie widać. Jeśli ktoś organizuje podobne inicjatywy i szuka współpracy w obszarze zdrowia, nawyków czy przygotowania do ważnych życiowych wydarzeń, jestem otwarta na kontakt.





