Zanim zgasło światło na sali, było sporo rozmów, śmiechu i lekkiego zamieszania przy stoiskach. Kobiety krążyły między poczęstunkiem, konkursami i krótkimi rozmowami, każda z własnym powodem, dla którego przyszła tego wieczoru do kina. W takiej atmosferze odbyło się moje pierwsze Kino ze szminką w Kinie Sokół w Nowym Sączu i choć w Kinie Sokół byłam …
Zanim zgasło światło na sali, było sporo rozmów, śmiechu i lekkiego zamieszania przy stoiskach. Kobiety krążyły między poczęstunkiem, konkursami i krótkimi rozmowami, każda z własnym powodem, dla którego przyszła tego wieczoru do kina. W takiej atmosferze odbyło się moje pierwsze Kino ze szminką w Kinie Sokół w Nowym Sączu i choć w Kinie Sokół byłam w tej formule pierwszy raz, samą ideę dobrze znałam z Kina Kobiet w Heliosie, na które regularnie uczęszczam.
Wydarzenie odbyło się w czwartek, 4 grudnia, w Kinie Sokół w Nowym Sączu. Organizator przygotował dwa seanse filmu „Piernikowe serce”, w dwóch salach. Przed projekcjami był poczęstunek, prezentacje stoisk partnerów, losowanie nagród i luźna przestrzeń do rozmów. Całość miała charakter spotkania kobiet, które przyszły spędzić wieczór razem, a nie „wydarzenia eksperckiego”.
Z perspektywy uczestniczki przy stoisku
Na Kinie ze Szminką pojawiłam się jako jedna z partnerek wydarzenia. Przy stoisku można było porozmawiać o dietetyce i psychodietetyce. Czasu było niewiele, warunki dalekie od domowego biura, a mimo to rozmowy były zaskakująco szczere.
Najbardziej uderzyło mnie to, jak szybko kobiety przechodziły do konkretów. Bez długiego wstępu pojawiały się historie o nieudanych próbach odchudzania, frustracji po wcześniejszych kontaktach z dietetykami, zmęczeniu ciągłym zaczynaniem od nowa. Były też cele, czasem bardzo proste, czasem ambitne, ale prawie zawsze podszyte emocjami.
To nie były rozmowy „o jadłospisie”. To były rozmowy o relacji z jedzeniem, o poczuciu winy, o presji i o tym, że ktoś w końcu chce zostać wysłuchany. Paradoksalnie właśnie ten krótki, niedoskonały kontakt dawał kobietom przestrzeń, by się otworzyć.
Co z tego wynoszę?
To wydarzenie utwierdziło mnie w jednym: dietetyka nie zaczyna się od planu żywieniowego, tylko od rozmowy. Nawet kilka minut potrafi pokazać, z czym ktoś naprawdę się mierzy.
Z drugiej strony zobaczyłam też ograniczenia takich eventów. One nie zastąpią konsultacji. Mogą być pierwszym impulsem, momentem „kliknięcia”, ale bez dalszej pracy wszystko zostaje na poziomie inspiracji. I to jest w porządku, o ile mówimy o tym uczciwie.
Jeśli miałabym mówić o trendach, to nie tych z publikacji naukowych, tylko z życia. Coraz więcej kobiet szuka zrozumienia, a nie kolejnej diety. Coraz częściej pojawia się zmęczenie restrykcjami i potrzeba podejścia, które bierze pod uwagę psychikę, a nie tylko kalorie.
Jak to przekładam na swoją pracę?
Takie wydarzenia przypominają mi, jak ważny jest pierwszy kontakt. Krótki, nieformalny, bez presji. To też sygnał, że warto jeszcze mocniej stawiać na edukację i rozmowę, zanim przejdzie się do zaleceń.
Planuję rozwijać materiały, które pomagają kobietom zrozumieć, czy dietetyka i psychodietetyka są dla nich w tym momencie odpowiednim wsparciem. Bez obietnic szybkich efektów, bez marketingowych haseł.
Jeśli ktoś chce pracować w oparciu o aktualną wiedzę, ale w spokojnym tempie i z uwzględnieniem realnego życia, zapraszam na konsultacje online. Kino ze szminką pokazuje, że potrzeba takiego podejścia jest bardzo duża.
Na zakończenie
Dziękuję organizatorom Kina Sokół za stworzenie przestrzeni, w której kobiety mogą spotkać się nie tylko przy filmie, ale też przy rozmowie. Chętnie wezmę udział w kolejnych edycjach.
Jeśli organizujesz podobne wydarzenia i szukasz partnerów, którym zależy na prawdziwym kontakcie z ludźmi, zapraszam do kontaktu. Takie inicjatywy mają sens wtedy, gdy za stoiskami stoją realne osoby, a nie tylko ulotki.





